Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi siwy-zgr z miasteczka Zgierz (Staffa). Mam przejechane 29627.04 kilometrów w tym 5364.76 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.19 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 5527 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy siwy-zgr.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 46.55km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 20.39km/h
  • VMAX 46.32km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocna jazda po warszawsku :)

Wtorek, 17 sierpnia 2010 · dodano: 17.08.2010 | Komentarze 12

Opis stworzę jutro w pracy, bo dzisiaj już nie mam siły :) W 2 słowach można to streścić tak - BYŁO SUPER :)

EDIT:
Siedzę w pracy, spokój, cisza, piję ciepłą herbatkę, więc warunki idealne do stworzenia relacji z wycieczki. Zaczynajmy...

Umówiliśmy się z Izą pod ratuszem Bemowa. Okazało się, że oprócz sąsiadki Ani dołączą do nas jeszcze dwaj bikerzy - Drex oraz Chrupek.
Poczekaliśmy chwilę na spóźnialskich, a ja w tym czasie napełniłem bukłak picie, które w pośpiechu zabrałem z domu.
W końcu wszyscy w 4 ruszyliśmy w drogę. Powstańców śląskich, Globusowa, B. Chrobrego, Ryżowa, Szyszkowa... Na początku było spokojnie, bo prowadził Drex. Kiedy jednak nasz mały peleton się przetasował, na prowadzenie wysunęła się Iza i wtedy się zaczęło... Najpierw 35 km/h, później troszkę wolniej - 31 km/h ;) Jak się później okazało nasza ścigantka jechała tak szybko, bo z powodu braku licznika nie wiedziała jak szybko jedzie ;)
Wszystko szło jak po maśle do momentu wjechania na ścieżkę przy Al. Krakowskiej. Tam jakiś cholerny drut wskoczył Izie między szprychy naginając lekko jedną z nich oraz szprychówkę, a także łamiąc odblask. Na szczęście bikerce się nic nie stało i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.
Ta awaria zapoczątkowała małego pecha tego wieczoru, z którym zmagaliśmy się przez jakiś czas, a który skupił się na mnie ;)
Jakiś czas później rozwaliłem sobie ustnik od bukłaku. Podjechaliśmy więc na pierwszą napotkaną stację benzynową i tam zakupiłem klej żeby go skleić.










Niestety pierwsze klejenie nie przyniosło skutku i musiałem tą operację później powtarzać już z powodzeniem.











Mknęliśmy tak dalej i kolejną "wpadkę" zaliczyliśmy na skrzyżowaniu Al. Krakowskiej i Hynka. Jechaliśmy około 35 km/h, bo znowu prowadziła Iza ;) i nagle na skrzyżowaniu zaczęło się zmieniać światło. Iza, z racji tego iż jest na etapie robienia kursu na prawo jazdy, zahamowała widząc pomarańcz, co mnie wprawiło w lekkie zdziwienie, bo siedziałem jej blisko na kole. Udało mi się co prawda wyhamować z efektownym podniesieniem tyłu roweru na dość dużą wysokość, ale pod sam koniec straciłem równowagę i musiałem sobie pomóc ręką żeby nie wyłożyć się na asfalcie ;) Skończyło się na śmiechu i niczym więcej.
Później kluczyliśmy dalej ulicami, których nazw nie pamiętam, aż do momentu, w którym zdzwoniliśmy się z Anią i na punkt spotkania wybraliśmy budynek Metropolitan.
Popędziliśmy tam czym prędzej i...zaczęła się zabawa...







Kiedy cała ekipa była już w komplecie ruszyliśmy na nadwiślańskie piwko i redsa.
Po drodze, przejeżdżając koło tarasu widokowego na starówce spotkaliśmy Songo i przez kawałek drogi nam towarzyszył.
Próbował też razem ze mną udowodnić współtowarzyszom, że z roweru nie trzeba zsiadać nie tylko po to by zjechać ze schodów, ale również podjechać :D
Materiały w formie filmów poniżej :)


Na miejscu każdy zamówił coś dla siebie. Rozsiedliśmy się wygodnie z naszymi złocistymi trunkami, gadaliśmy i śmialiśmy się do rozpkuku :)









Ufo
Koło 22 musieliśmy opuścić lokal, bo pani chciała już zamykać. Wzięliśmy więc piwko na wynos i usiedliśmy na nadbrzeżnych schodkach.
Jak się okazało gdzieś po drodze zrobiłem dziurę w tylnym kole i ubyło mi sporo powietrza. Postanowiłem, że spróbuję znaleźć i załatać dziurkę. Wziąłem się więc ostro do roboty...



A inni w tym czasie pili piwo...


...wygłupiali się...

...albo zwiedzali jakieś pomosty...


Jak skończyłem dołączyłem do mojej wesołej gromadki i wtedy się zaczęło...



Ogólnonarodowa głupawka ;)





I jej śmieszny koniec ;)

Pozbieraliśmy się szybko i już nieco normalniej i bezpieczniej bawiliśmy się dalej...


W drodze powrotnej okazało się, że z tylnego koła nadal uchodzi mi powietrze. Zahaczyliśmy więc o stację benzynową i tam kompresorem wbiłem tyle żeby bezpiecznie dojechać do domu.

Dawno się tak nie uśmiałem podczas wycieczki rowerowej :) Było super. Dzięki!

-= THE END =-





Komentarze
anna
| 21:15 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj Maciek, zagadaj Marcina i jazda!
samolot44 | 17:35 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj tego kapcia to pewnie złapałeś po tych schodkach :P też tak często mam :D
widząc twoje poczynania tak bardzo podobne do moich jestem jeszcze bardziej przekonany że jednak powinniśmy pojechać razem w te góry do włoch : )
izka
| 14:42 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj super opis :) śmiałam się od ucha do ucha czytając go :)
anna
| 11:45 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj ale ja powinnam być wyróżniona :P i Songo, bo Cię napuścił na schody :P
siwy-zgr
| 11:36 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj Dziękuję kamerzystom, znajomym i rodzicom, bo bez nich by mnie tu nie było ;P
drex
| 10:17 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj Z drugiej strony: http://www.youtube.com/watch?v=qr6jEAk0d-0

:-)
anna
| 07:05 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj http://www.youtube.com/watch?v=WIUlSqhylik
anna
| 07:01 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj obczajaj maila;]
siwy-zgr
| 06:57 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj co? :)
anna
| 06:50 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj papuga :P

widział filmiK? ja ci zaraz cos pokaże!
siwy-zgr
| 06:28 środa, 18 sierpnia 2010 | linkuj ;-)
anna
| 23:19 wtorek, 17 sierpnia 2010 | linkuj :-)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!